Jest! Moja druga połowa roku w Norwegii, którą uwielbiam.
Kołysząc dziś mojego 7-miesięcznego synka z czułością patrzyłam na światło-cienie, które pięknie wybrzmiewały na białej ścianie tworzone przez wschodzące słońce.
Podobnie jak to było we wrześniu, gdy tuliłam mojego malutkiego noworodka i zachwycałam się końcem lata.
Słodycz światła i przestrzeni kołysała mnie wtedy tak samo jak i dzisiaj.
Daliśmy radę.
Z daleka od rodziny, w nowym kraju, z maleństwem na rękach – przebrnęliśmy przez okres ciemności w Norwegii i… było pięknie. Wyzwaniowo. Czasem trudno. Ale pięknie.
To, czego nauczyłam się do tej pory to to, że w rodzicielstwie najważniejszy jest mindset. Nastawienie. I nieustanne poddawanie w wątpliwość kwestii, które wydają się oczywiste, by tworzyć własną historię.
A powielać tylko te schematy i rytuały, które dają radość.
Np. kiedy w sobotę mama robiła nam, malutkim dziewczynkom kawę dla dzieci lub ciepłe kakao. I ten poranek zimą był zawsze bardziej magiczny niż jakiekolwiek inne śniadania razem.
To chcę dawać mojemu synkowi. A to, co wspominam jako trudność – zmieniać.
WPŁYW.
KREACJA.
OTWARTOŚĆ.
To jest to, co wzmacnia mnie jako mamę. I nieustanne TERAZ. Zbyt duże rozwlekanie dni i nocy, kiedy umysł skupia się na tym “ile jeszcze” zabija powoli. Ale zanurkowanie w teraz ODŚWIEŻA i buduje. Pokazuje, że TERAZ jest ulotne i wieczne zarazem. A dzieci pokazują nam, że nie powtarza się ani sekunda.
Jeśli uważnie obserwujemy.
Uważnie istniejemy.
Wczoraj tak uważnie ODPOCZYWAŁAM.
I przyszło do mnie jakie to może być PIĘKNE.
Z każdego okna w naszym małym domu widać drzew, prócz jednego – w pokoju mojego synka, gdy położysz się na łóżku i spojrzysz w górę widzisz niebo.
A ja wczoraj tak leżałam i zachwycałam się CHMURAMI.
Nie pamiętam kiedy ostatnio to robiłam.
I nie pamiętam jaki rodzaj odpoczynku tak dobrze mi zrobił (no może długa kąpiel w wannie z geranium i lawendą ;).
To było PIĘKNE. Układało w sercu i głowie. Relaksowało. I dawało zdrowy dystans do wszystkiego, co potrzebowało przestrzeni.
A więc mamy już CZAS SŁOŃCA.
CZAS ŚWIATŁA.
A chmury są prawie ZAWSZE. Co oznacza, że ten rodzaj relaksu jest dostępny nieustannie.
Kiedy ostatnio udało Ci się poobserwować chmury?
Na łące, na łóżku, czy na kocyku?
A kiedy ostatnio udało Ci się zachwycić światło-cieniami, które tworzą poranne promienie słońca?
Dla mnie to jest esencja szczęśliwego, spokojnego życia.
I uśmiech tych, których KOCHAM.




Och jak fajnie, że wróciłaś do pisania! : )
Uwielbiam światło – cienie, uwielbiam robić zdjęcia trawom i roślinom, które kąpią się w zachodzącym słońcu. Lubię też zapadający zmierzch. I naprawdę trzeba tej uważności istnienia, o której piszesz, żeby to wszystko zauważyć…