Bez kategorii

Kiedy najszybciej OBWINIAMY..?

20 września 2025

Kiedy najszybciej OBWINIAMY innych / sytuację / “złe energie” / nieuświadomione cienie osób, które akurat są obok itd.?

Dziś mój synek pokazał mi coś niezwykle wyraźnie.

Otóż pokazał mi jak działa mój umysł, gdy nie potrafię albo unikam spotkania z własnym bólem.

Szuka jego przyczyny na zewnątrz.

W osobach. Instytucjach. Sytuacjach. 

Ale też wewnątrz w dziwny sposób..

W zaniedbaniu (pseudo zaniedbaniu, czyli gdy odpuszczam i ufam). W braku przewidywalności (czyli, gdy przestaję kontrolować i upewniać się, że wszystko ok). W “nie pójściu za sobą” (czyli w momencie, gdy zamiast przepychać swoje racje po prostu działam z tym, co jest).

A tak naprawdę właśnie to, że się odpuściło pozwala płynąć temu, co chce się pojawić.

Ale do brzegu.

Są takie momenty w życiu, które rozwalają nas na kawałki. Czasem niedostrzegalnie. Trzymamy gardę. Wewnątrz jednak wszystko się chwieje, kruszy i trzeba dużo wysiłku, by nie pozwolić się rozpaść.

W życiu matki to często płacz dziecka. Ale nie każdy płacz.. Bo wiadomo, że dziecko płacze różnie.

U mnie to płacz, gdy mój synek się zanosi. Zdarza się to rzadko, ale rozwala mnie na milion kawałków. 

Dziś postanowiłam się temu przyjrzeć. Zobaczyć co dla mnie niesie ta sytuacja i nie zostawać w tym, co proponował mój umysł.

A moja głowa znalazła z tuzin powodów, które doprowadziły do płaczu, a które sprawiały, że czułam się gorzej (albo obwiniała miejsce, albo osoby, albo sytuacje i oczywiście mnie).

Postanowiłam się temu przyjrzeć.

Na początku poprosiłam WSZECHŚWIAT (Życie we mnie, które łączy nas wszystkich) o to, by mi pomogło rozszyfrować dlaczego tak źle się czuję po płaczu mojego synka, który niebawem znów stał się radosnym dzieckiem z roziskrzonym wzrokiem i dołeczkami w policzkach..

Odpowiedź pojawiła się już kilka minut później (tak! tak to działa ;).

Otóż, gdy mój maluszek się zanosił przypominał mi… mnie samą.

Nawet, gdy byłam już dorosła potrafiłam tak zanurkować w ból, że zanosiłam się płaczem i nie potrafiłam przestać. Może też związane było to z tym, że nie było nikogo, kto by mnie ukoił.

I ten ból odzywał się ponownie, gdy zanosiło się moje dziecko.

Mimo, że przebywałam najszybciej jak mogłam, by trzymać go w ramionach, kołysać i tulić. I już wiedziałam, że czas spotkać się z tym bólem, tak by mój maluszek mógł płakać po swojemu (zwłaszcza, że widzę jak czuje się bezpieczny i pewny, że przybędę, gdy tylko zawoła).

Mury wokół bólu, który tworzyłam, by przetrwać zaczęły robić się miękkie. 

Poczułam, że coś wewnątrz puszcza i nie muszę już tak przeżywać płaczu mojego synka.

Mogę jednak go tulić, a pochylić się nad sobą z okresu, w którym byłam nieszczęśliwa, samotna i niepocieszona. Mogę siebie zobaczyć i ukoić swoją obecnością. A mojemu dziecku pozwolić przeżywać to, co przeżywa tak jak potrzebuje.

I co ciekawe od razu puściło też ocenianie i chęć znalezienia powodu na zewnątrz.

To nie złe intencje innych ludzi, czy brak ich otwartości, ani też nie moje zaniedbanie (bo mogłam siedzieć obok wózka, gdy moje dziecko śpi) doprowadziły do zanoszenia się mojego dziecka. Nie. Jego płacz mnie wezwał – przybyłam i utuliłam go. A to jak płakał pokazało mi, że wciąż we mnie jest ta młoda dziewczyna, która potrzebuje wsparcia w swojej wrażliwości i potrzebuje kontaktu, obecności oraz utulenia.

Już zauważenie tego dało ulgę.

Takie podejście pozwala na tworzenie bardziej świadomych relacji nie tylko z najbliższymi – swoim dzieckiem, czy rodzicami lub ukochaną osobą. Takie podejście tworzy nową relację ze sobą. Bardziej jakościową. Kochającą.

A życie na milion sposobów pokazuje nam gdzie zajrzeć.

Jeśli masz ochotę przyjrzeć się jakiejś trudnej sytuacji u Ciebie w kontekście relacji – zapraszam na sesję indywidualną. Ulga, którą niesie zrozumienie i odpowiednie podejście jest niesamowita. Pozwala też iść dalej i poczuć prawdziwą bliskość ze sobą i z Życiem, które pragnie tylko Twojego szczęścia i rozkwitu.